fbpx

Kiedy mówimy o przemocy wobec dzieci przed oczami mamy obrazy pobicia, gwałtu, kar, krzyków i awantur. Nawet szorstkość, obojętność i ignorowanie dziecka nie bardzo w ten obraz się wpisują. To częściej przyjęto nazywać brakiem miłości.

Ale jest innego rodzaju przemoc, która na zewnątrz ma wszystkie oznaki dobrej, czułej i pełnej miłości relacji.

Najczęściej zwana jest „miłością macierzyńską” i „troską”, a kultura oddaje jej szczególny hołd, kultywując tzw. oddanie matki i jej „cierpiące i kochające serce”, powiedzenie „matka Polka” ma wymiar dużo głębszy niż nam się wydaje.

Dzieci bite, szturchane i karane mogą powiedzieć sobie „do czasu”, dorosnę, wyprowadzę się i więcej nie zobaczysz mnie na oczy. Takie dzieci czują, że nie są kochane, że słowo „mama lub tata”, to nie obraz pokazywany przez media.

Ci natomiast, którzy są ofiarami „miękkiej przemocy”, zamaskowanej „miłością” nie protestują, nie zauważają kiedy „miłość” przeradza się w przemoc..

Są tacy, którzy zaczynają odczuwać, że coś jest nie tak, ale nie znajdują sposobu, aby to jakoś sformułować i wyrazić.

Jak rozpoznać przemoc zwaną miłością macierzyńską?

Miękka przemoc tłumi instynkt samozachowawczy, wychowuje zależnych i podatnych na wpływ innych ludzi, których najbardziej znaną emocją jest strach.

„Jesteś radością mojego życia!”

To o tych sytuacjach, kiedy mama mówi „zdenerwowałeś mnie”, „zepsułaś mi humor”, „ co ty, nie rozumiesz, że sprawiasz mi ból?” Albo nie mówi, ale całą sobą pokazuje, że przez dziecko mamie stało się coś złego: wzdycha, płacze, łapie się za serce, dzwoni po pogotowie itd.

Jest jeszcze inna strona przekazania tej odpowiedzialności: „jesteś moim światełkiem”, „jak dzwonisz, jest mi na duszyczce lżej”, „gdyby nie ty, nie wiem, jak bym żyła”, „tylko ty mnie trzymasz na tym świecie” I ta strona jest jeszcze straszniejsza niż poprzednia. Przecież dziecko jest chwalone! Kochane! Przecież mama mu właśnie mówi, że je kocha. Ale dodatkowy ukryty sens tego to: bez ciebie nie przeżyję.

Dziecko stopniowo jest uczone tego, że samopoczucie i stan mamy to rezultat jego działań lub ich braku. Że każdy jego krok, cokolwiek zrobi lub nie zrobi, każde jego słowo lub brak słów wpłyną na mamę i sprawią, że mama będzie czuła: ból lub radość. Nawet nie radość, a  coś, co pozwala w ogóle żyć.

Jak czują się dzieci, którym przekazany jest taki ciężar? Od małego są obciążone strachem o to, jak odbije się na mamie wszystko to, co robią. Idą lata i ta trwoga staje się tłem ich życia, czymś zwyczajnym. Dzień bez telefonu do mamy da się przeżyć, ale po dwóch dniach już pojawia się napięcie. Trzy, cztery – i już jest strach zadzwonić. Bo po drugiej strony usłyszymy smutny głos, westchnięcia, pretensje „już o mnie wcale nie pamiętasz”.

I mega poczucie winy za wszystko (za „dużo pracy”, za „imprezę z koleżankami”, za „podróż z ukochanym”, za „zapomniałem”) staje się stałym towarzyszem, szarym tłem zmieniających się obrazków życia.

Do czego to doprowadza? Do stałej kontroli siebie, do nieumiejętności zrelaksowania siebie, do zabronienia sobie radości życia i poczucia bezpieczeństwa. Do nie współmiernego rozdęcia EGO („tylko ode mnie zależy życie człowieka”). I do przekazywania tego swoim dzieciom.

„ Nic mi nie potrzeba. Wszystko jest dla ciebie.”

„Żyję dla ciebie” – fraza, którą miliony dzieci usłyszały od swoich matek. Wszelkim sposobem matki próbują pokazać, że wszystko, co robią jest dla dzieci. Wierzą w to, że jest to dobre i prawidłowe. I że miłość macierzyńska to przede wszystkim ofiarność i poświęcenie.

„Odeszłam z ukochanej pracy, ponieważ ciągle chorowałeś”, „Nie rozwiodłam się z mężem, bo dzieciom potrzebny jest ojciec”.

Niekończąca się lista wyrzeczeń „przez ciebie, dla ciebie”, ale nie, mama nie ma pretensji. Mama tylko pokazuje, że całe jej życie to służenie dziecku. I nieważne, ile lat ma dziecko  – 5 czy 50.

Jak czują się dzieci, którym stale wmawia się, że wszystko jest dla nich? Żyją w  wiecznym niespłaconym długu. Bez szansy na jego oddanie, bez nadziei na wykup. I dług ten odczuwają nie tylko w relacji z matką, ale i z całym światem. Wciąż czują się coś komuś winne – pieniądze, miłość, uwagę, czas. Czują, że wciąż za mało dają – dzieciom, ukochanemu, przyjaciołom. Są wiecznymi dłużnikami.

„Nic ci nie można powiedzieć!”, „Jeśli tego nie zrobisz, będzie mi źle”. Zaprzeczanie prawom dziecka do uczuć i stawiania swoich granic.

Scenariusz tej rozmowy wygląda mniej więcej tak: mama mówi coś przykrego lub żąda czegoś, co dla dziecka jest absurdalne lub szkodliwe. Drąży temat nawet wtedy, gdy dziecko prosi by tego nie robić.  W którejś chwili cierpliwość dziecka się kończy i ostro odpowiada mamie. I wtedy właśnie mama się obraża i wypowiada tę sakramentalną frazę, po której może długo demonstrować swoją gorycz i poczucie krzywdy.

Dzieci, które wyrastają w atmosferze miękkiej przemocy momentalnie rozpoznają podobny dialog. Mama mówi: „Załóż bluzkę, jest zimno, zobacz, ja zmarzłam”. „Mi jest ciepło, wszystko jest ok” – odpowiada dziecko. „Ty co, nie rozumiesz, że jest zimno? Zmarzłam, mówię ci. Załóż bluzkę”. „Mama ale wszystko ok, mi ciepło”. „Załóż mówię ci, martwię się o ciebie”. „Mówię przecież że mi ciepło! Daj spokój!!!!”. „No i widzisz, już nic ci nie wolno powiedzieć, bo zaraz afera”.

Ten dialog jest tak szablonowy, że większość ludzi nie zobaczy w nim nic szczególnego.

Nie zobaczy w każdej maminej frazie totalnej kontroli i przemocy. A na koniec – odwróconą obrazę – obrazę, którą demonstruje agresor w relacji z ofiarą. Ten schemat mówi dziecku tylko jedno: to, co ty czujesz, jest nieważne. Twoje uczucia nie mają znaczenia.

Takie mamy stale wysyłają informację: „Lepiej wiem, co jest ci potrzebne, co jest dla ciebie dobre i korzystne”. „Zjedz zupkę, tak się starałam dla ciebie” – mówi mama z napływającymi do oczu łzami.

Dorosłe dzieci ubierają bluzki, jedzą znienawidzone jedzenie, robią sobie krzywdę.

Bo jeśli odmówią, będą niosły ciężar poczucia winy za to, że obraziły nieszczęsną mamusię. A ona tak się starała

Lepiej o nich nie wiedzieć, niż odczuwać stałe poczucie winy. Nie mogą być sobą. Ten głęboki zakaz doprowadza do tego, że za swoje dowolne pragnienie rożne od pragnienia mamy czują się zdrajcami. I koniec końców wolą w ogóle przestać mieć pragnienia.

„Dla mamy już nie masz czasu”

„No jak tam? Nic się nie stało? Ciężkie westchnięcie. „Mamo, wszystko ok, wszystko u mnie dobrze” – póki co jeszcze żywo odpowiada córka. „Pewnie się męczysz w pracy, mąż ci pomaga?”. „Mamo, wszystko ok, lubię swoją pracę, mąż mi pomaga” – już z lekkim zniecierpliwieniem odpowiada córka. „Mama, muszę kończyć, zadzwonię jeszcze”. „Oczywiście, rozumiem, na mamę już nie masz czasu. Zadzwoń kiedyś.” – mówi matka ze łzami w głosie.

Coś sobie zrobię”

Jedno z najbardziej niebezpiecznych przejawów miękkiej przemocy. Może doprowadzić do bardzo ciężkich skutków. Nie będę tego opisywać zbyt długo, wszyscy, którzy przeżyli podobne epizody, rozumieją, o co chodzi. Ktoś, kto chociaż raz widział, jak matka wyrządza sobie krzywdę, rwie na sobie ubranie, bije głową o ścianę, przypomina sobie ten paraliżujący strach i okrutne poczucie winy.

Dziecko czuje strach, może przecież stracić matkę. Poczucie winy jest ogromne, bo wierzy, że to stanie się przez niego.

Doprowadza to do tego, że dorosły człowiek nawiązywać będzie toksyczne relacje z innymi ludźmi. Będzie bał się wypowiadać swoje zdanie, wymagać, chronić swoje granice. Będzie żył z ciągłym przekonaniem, że w dowolnym momencie ktoś bliski mu może sobie coś zrobić i to będzie jego wina.

„Wpłyń na niego (na nią)”

„Ja już nie wiem, co mam robić, zrób coś!” – płacząc mówi matka. I dziecko włącza się, wtrąca, kłóci z agresorem, nawraca go. „Jakby nie ty, to nie wiem, co bym zrobiła, tylko ty mnie rozumiesz.” – mówi mama. A po tygodniu znów to samo. Na protesty dziecka, niechęć do wtrącania się, mama się obraża i milknie. A po jakimś czasie nie wytrzymuje: „Nawet połowy tego, co się dzieje ci nie mówiłam! Jakbyś wiedział!!” I znów ta sama śpiewka.

Mama stale wysyła dziecku: chroń mnie, bądź mi mamą. Ty jesteś duża i silna, a ja mała i słaba. A to jest betonowa ściana na ramionach dziecka, to bardzo duży ciężar, który czasem trzeba nieść do końca życia matki. To odczucie totalnego braku wolności, przywiązania. Takie dorosłe dzieci żyją z uczuciem, że nie mają prawa do szczęścia, radości, poczucia bezpieczeństwa.

Wszystko to, o czym napisałam nazywa się miłością macierzyńską. We wszystkich tych przejawach nikt nawet nie próbuje rozpoznać przemocy. Przyjęte jest, że wszystkie mamy są takie, taka jest właśnie ta „matka Polka”

Ta tzw. „miłość macierzyńska” rodzi miliony emocjonalnych inwalidów, które tak samo kaleczą swoje dzieci i koło się kręci. Czy da się w ogóle coś zrobić w tym temacie?

Da się. I to bardzo wiele: samemu przestać to robić swoim bliskim: dzieciom, partnerom, przyjaciołom. Przerwać ten zaklęty krąg.

Poprzez dalsze korzystanie z serwisu zgadzasz się na korzystanie z plików cookie. Polityka prywatnści

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close